| Napisany przez Tadeusz, z 03-05-2010 12:34 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Odsłony |
756  |
|
|
|
Celem mojej wyprawy było poznanie warunków jazdy rowerem w Szwecji. Przejechać możliwie jak najdalej na północ wzdłuż szwedzkiej „4”. Następnie poznać drogę „45”. Sprawdzić możliwość przejazdu przez Sztokholm.
Używane mapy: Sverige 1-600 000 Freytag & berndt Sverige Sydöst Nr 3 1-250 000 Freytag & berndt Sverige Mitt Nr 4 1-250 000 Freytag & berndt Sverige Norr Nr 5 1-400 000 Freytag & be Szwecja Dania 1- 1 200 000 Copernicus Bilet na prom w obie strony + rower, kupowany przed 15 maja (promocja) 391.91 zł. Bilet kupowałem w Krakowie, gdzie zaczynała się przygoda. Usiadłem przed biurkiem i na stwierdzenie proszę: powiedziałem: bilet na prom z Gdańska do Sztokholmu, pan wpisał w komputer i oświadczył – nie ma takiego. Sięgnąłem po broszurkę leżącą przed nim i pokazałem. Myślałem, że sprzedający nieco się orientuje, ciekawe czy kupując bilet lotniczy ktoś mówi: do Okęcia proszę. Teraz pan wpisał port docelowy Nynähamn i podał mi cenę, która znacznie różniła się od tej z broszury. Nie wziął pod uwagę promocji, kupowania przed 15 maja. Zdziwiłem się gdy dostałem „bilet” – kartka A4 !!? Ubezpieczenie 76 zł Bilet PKP 62 + 9 = 71 oraz 6.80 + 4 z Bochni do Gdańska Bilet powrotny PKP 66 + 9 = 75 z Gdańska do Bochni 24 VI 2009 środa. Do Bochni 7 km dojechałem rowerem, by następnie dojechać pociągiem do stacji Kraków Płaszów. Z pomocą kolejarza wdrapałem się przez wąskie drzwi, do wagonu dla rowerzystów pociągu „Bursztyn”. Aż do Warszawy byłem sam w wagonie. Konduktor pocieszył mnie, że do Wronek mogę być spokojny. Powiadomił mnie: w ubiegłym tygodniu komuś się przyspało i zginął laptop. 25 VI 2009 czwartek. Za Malborkiem pociąg jechał w ulewnym deszczu. Gdańsk Główny. Miałem przed sobą kilka godzin oczekiwania na prom. By nie dźwigać objuczonego roweru po schodach z peronu, przejechałem drogą dla obsługi stacji. Później chciałem skorzystać z windy by się dostać do podziemnego przejścia, gdzie było można kupić coś do jedzenia. Niestety, gdy winda podjechała, okazało się, że jest mieszkaniem bezdomnego. Pozostało sprowadzić rower pochyłością dla dziecięcych wózków. Gdy deszcz nieco osłabł, ruszyłem na Gdańską Starówkę i na drobne zakupy: dodatkowy aerozol na komary, cebula, chleb. Po południu ruszyłem w kierunku portu. Przechodzień doradził mi bym trzymał się torów tramwajowych, które doprowadzą mnie do Nowego Portu. Jechałem wąską ulicą, bo przecież chodnikiem nie mogę. Kilku kierowców na mnie zatrąbiło, dając do zrozumienia – to droga. Dotarłem do miejskiej zabudowy. Trudno było jechać po dużej kostce brukowej, uważając by przypadkiem koło roweru nie wpadło w rowek szyny tramwajowej. Tuż przed nabrzeżem duży ruch, bo przed chwilą zacumował prom. Jacyś arabowie mieli stłuczkę i już nerwy innych kierowców. I zobaczyłem prom – ogromny dla mnie, bo wcześniej jakąś łupinką pływałem po Wiśle, w Kołobrzegu wpłynąłem na morze nie większą jednostką, a tu takie bydle. Zauważyłem grupę rowerzystów, zbliżyłem się do nich. Oni właśnie wrócili. Przewodnik grupy z Kołobrzegu chętnie udzielał mi porad. Od niego dowiedziałem się o istnieniu atlasu ścieżek rowerowych Szwecji, on go kupił za 400 koron. Znowu czekanie, bo na prom wpuszczają po 16-tej. Sznur samochodów i jakieś małżeństwo szwedzkie na rowerach. Gdy na promie rower przymocowałem do barierki, ruszyłem do zwiedzania promu. Tak dużą jednostką miałem płynąć po raz pierwszy. Znalazłem przedział z fotelami lotniczymi, gdzie miałem spędzić noc. Zastanawiałem się czy przypadkiem nocy nie spędzić w kinie, lecz mieli wyświetlić tylko dwa filmy, no i jeszcze bilet 12 zł za jeden film. Wróciłem więc na fotel, rozglądając się za rowerzystami, a właściwie za jednym z którym nawiązałem kontakt internetowy przed wyjazdem. Pojawił się dosłownie pięć minut przed odcumowaniem. Miejsce miałem przed ekranem telewizora z bardzo „ciekawym” filmem: jak się zachować w razie alarmu. Film trwający kilka minut, był powtarzany w kółko – do znudzenia. Jak zwiedzać to zwiedzać, więc do sklepu wolnocłowego. Parę butelek alkoholu, słodycze i duża kolejka. Przechodząc obok ekranu telewizora usłyszałem ... Michael Jacksons nie żyje... dopiero po chwili skojarzyłem o kogo chodzi, tak byłem przejęty wyprawą. Gdzieś w połowie drogi na Bałtyku, w nocy wypłynęliśmy spod warstwy chmur. 26 VI 2009 piątek po godzinie 13-tej Nynähamn Odnaleźliśmy przystanek kolei podmiejskiej, lecz gdzie kupić bilet? Pytałem też Szweda rowerzystę którego widziałem w Gdańsku o możliwość dostania się do Märsty. Nie mogłem się porozumieć, ale na kartce zapisał mi nazwę stacji gdzie mieliśmy się przesiąść, nie był to Sztokholm centralny. Bilet na pociąg kupiliśmy w kiosku ze słodyczami za 60 kr, stoisko obsługiwał arab który znał parę słów polskich. Gdzieś w połowie drogi trzeba było się przesiadać do innej kolejki. Facet po polsku rozmawiał przez telefon, więc gdy skończył rozmowę, zapytałem go jak dojechać dalej, ze Sztokholmu do Märsty: powiedział: jeśli bilet nie jest skasowany, to jechać dalej na tym samym bilecie. Gdy wysiedliśmy na stacji „Sztokholm Centralny” zainteresowała się naszymi objuczonymi rowerami jakaś konduktorka, dziwiła się skąd myśmy się wzięli na dworcu centralnym. Mówiła po angielsku, groziła wezwaniem ochrony. Do rozmowy włączyła się starsza kobieta mówiąca po polsku i po szwedzku. Z tłumaczeni dowiedzieliśmy się, że natychmiast musimy opuścić peron, mimo, że akurat podjechał pociąg do Märsty. Do pociągu możemy wsiadać dopiero po 18 na następnej stacji. Teraz dopiero zrozumiałem, o co chodziło z tą nazwą stacji zapisaną na kartce, przez poznanego szwedzkiego rowerzystę, Wszystko traktowałem ze spokojem jako przygoda, kolega wyglądał na zdenerwowanego. Aby się wydostać z centrum szukałem bocznych, zacienionych uliczek, bo słońce ostro świeciło. Po przygodzie na peronie coś mnie odpychało od linii kolejowych. Gdy przeszliśmy parę ulic, natknęliśmy się na jakieś zielone wzgórze. Bardzo łatwo na mapie odnalazłem zielony teren. Teraz wiedziałem gdzie jestem, nazwy ulic się zgadzały. Teraz bez problemu, mając mapę ścieżek rowerowych Sztokholmu ruszyć w odpowiednim kierunku. Lecz gdy wyjechaliśmy poza obszar mapy, zaczęło się błądzenie, lecz kroczek za kroczkiem, coraz szybciej na Północ. Kolega zostawiał mnie na podjazdach, miał więcej przełożeń, ja byłem zmęczony po dwóch nieprzespanych nocach. Za Märstą znaleźliśmy teren w lesie na pierwszy nocleg. Kolega rozbił namiot. Ja by wszystkiego doświadczyć, tak jak na poprzednich wyprawach: rozłożyłem carimatę, na niej śpiwór, na głowę czapkę, a na twarz OFF. Trasa Sztokholm – Märsta – dystans – 52km 27 V sobota. Pierwsza moja noc normalnie przespana. Kolega pakował się godzinę, nie chciał mojej pomocy. Moje pakowanie to jakieś parę minut, bo nie rozbijałem namiotu. Ruszyliśmy w drogę i po jakiejś godzinie zrobiliśmy postój na śniadanie. Nie chciał gotować, lecz chyba miał mało wody. Po przerwie w drogę. Był zaskoczony gdy gospodarza poprosiłem po szwedzku o wodę. Dwa proste słowa załatwiły sprawę. Kolega miał jednak obawy co do wody wziętej z kranu w stajni, lecz za chwilę sklep. Kupił trzy butelki wody mówiąc, że on nie będzie pił wody z kranu. Wprowadził mnie w panikę, kupiłem jedną butelkę. Miała kosztować 7.90, a facet wydał mi tylko 10kr z 20 (dopiero znacznie później dowiedziałem się o kaucji za butelkę z tworzywa 2kr). Podczas odpoczynku zdziwiłem się, gdy zrobił sobie musujący koktajl, z musujących witamin. On był zdziwiony, że nic nie biorę na wzmocnienie, a ja się jeszcze nie rozgrzałem. Za Uppsalą zostawał w tyle i zobaczyłem jak wjeżdża do lasu. W pobliskim domu wziąłem wodę i wróciłem do niego. Łączył nas wspólny cel, lecz znacznie więcej nas różniło. Zaproponował rozstanie, po paru godzinach znajomości, gdy nawet dobrze żeśmy się nie poznali. Pędząc drogą przejechałem obok czegoś czarnego na poboczu, domyśliłem się, że to była czarna żmija. W nocy dokuczały mi komary i meszki. Aerozol ochronny 100P Natural okazał się mało skuteczny. Trasa Märsta – droga 255 Upsala – droga 272 – Kerstinbo – droga 67 – 272 Sandviken – dystans – 164 km 28 VI niedziela. Jakoś nie widziałem ludzi idących do kościoła. Za to przed kościołem pełno kramów. Kupiłem klucz 17 za 55kr, bo okazało się, że go nie mam, pewnie go zostawiłem, gdy przed wyjazdem dokręcałem koło. Zboczyłem z drogi 272. Trafiłem na kilkukilometrowy odcinek drogi remontowanej. Zapamiętałem: jeśli samochody mają brudną tylną szybę, to albo droga jest w remoncie, albo ma nawierzchnię utwardzoną. Wstąpiłem do jakiegoś domu po wodę, facet coś robił silikonem. Dalej facet na rusztowaniu, dwie osoby kosiły trawę. Dalej teren zaczynał być coraz bardziej pofałdowany. Przy zmianie przełożenia poczułem opór. Wyskoczył sworzeń w łańcuchu. Na trzy sposoby mogłem naprawić usterkę, wybrałem wciśnięcie sworznia na swoje miejsce. Trafiłem na staw, przy którym była informacja o opłacie za łowienie ryb 70kr/dzień. Obok bardzo schludna drewniana wygódka. W nocy komary nie dawały się wyspać pomimo spryskania aerozolem „100P” i „OFFem” oraz żucia goździków. Sandviken droga 272 Holmsveden droga bez numeru Bergvik – droga 50, przed Söderhamn droga bez numeru na północ do Enånger – droga 4 – dystans – 105 km 29 VI poniedziałek. Huśtawka wysokości, droga gruntowa. Droga gruntowa znacznie lepsza aniżeli asfalt koło mego domu. To znaczy żwir, wyglądający jak klepisko, bardzo twardy, jakby czymś polany. Średnio na jednym metrze kwadratowym jedno, dwa niewielkie zagłębienia. Nadłożyłem ponad 20 km, bo jak się okazało była droga równoległa do „4” oznaczona E4N na granatowym tle. W Sundsvall ścieżka rowerowa gruntowa nad samym brzegiem. Bałem się wyjechać na E4 Enånger droga 4 – Hudiksvall – nieoznaczona droga przez Ilsbo, Bergsjö, przed Gnarp gruntowa droga na północ do Nyslätt, przejazd pod 4 w Njurundabommen, Sundsvall – dystans – 128 km 30 VI wtorek Timra ciężko znaleźć drogę wyjazdową. Aby okrążyć deltę wjazd na drogę 331, bo dostałem sprzeczne informacje; czy jest ścieżka rowerowa wzdłuż autostrady. Za Härnösand ścieżka rowerowa Cykelspåret, lecz za Älandsbro w prawo, w Ulwik jakaś zmyłka, do Rö droga utwardzona, dalej asfalt. Veda przebudowa drogi przed długim mostem zawieszonym na dwóch wysokich słupach. Skręcam w lewo na drogę 90. Sundsvall – Timra, okrążenie delty i wjechanie na „4”, Härnösand, Ulwik, Rö, Veda, droga 90, Lunde – dystans – 96 km 1 VII środa droga „90” świeży czarny asfalt. Kramfost sklepy czynne od 9-tej. Asfalt pokryty grubym kamieniem – upał 29°C. na mapach brak pochyłości. Martwiły mnie krótkie odcinki przejechane w ciągu dnia, dlatego chciałem maksymalnie przedłużyć dzień. Patrząc jednak przez przyciemnione okulary, mimo dnia, wszystko robiło się szare. Czyli jazda bez oświetlenia i kamizelki odblaskowej, to ryzyko dla siebie i innych. Lunde droga 90, Kramfors, Solleftea, droga 87 – Viksmon – dystans – 80 km 2 VII czwartek Ruch na drodze już od 5, po 6-tej słońce już mocno grzeje. Przy drodze brak miejsca, by oprzeć rower i się przebrać. Bispården samochód dał mi pierwszeństwo, ale krawężnik na ścieżce rowerowej 8 cm. Upał 29°C, w Hammarstrand w biurze turystycznym zepsuty internet. Mało spałem w nocy dlatego przespałem się w południe wmieście na skwerku, przynajmniej brak komarów. Za zaporą darmowy Natural camping, zejście do wody po kamieniach. Viksmon droga 87 Hammarstrand, Stugun – dystans – 95 km 3 VII piątek Na niewielkich wzgórzach zobaczyłem śnieg. Obwodnica Östersund nie dla rowerów. Za miastem na drodze Nr 45 huśtawka wysokości i olbrzymi ruch po 17-tej. Później i dalej ruch zmalał. Tuż przy drodze dwa łosie trzeci nieco dalej. Stugun droga 87, Östersund, Brunflo droga 45 Skanderåsen – dystans – 106 km 4 VII sobota. Zgubiłem śrubkę od pedała. Od 10-tej wzmożony ruch, wiatr w plecy. Naturalcamping. Jakaś wycieczka podjechała pod kościół w Rätan, więc była okazja wejść do środka. Grupa miała przewodnika i sporo czasu spędzili na cmentarzu. Ja również, ale indywidualnie zwiedzałem cmentarz, robiąc zdjęcie, bo jak mnie uczyła nauczycielka historii: tam się poznaje przeszłość. Grupa weszła do kościoła, a ja za nimi. Pastorem okazała się kobieta. Zwiedzający natychmiast zaczęli korzystają z toalety znajdującej się pod chórem. Ogólnie byłem tylko w trzech szwedzkich kościołach. W tych trzech pod chórem wieszaki na ubranie, toaleta i pokój spotkań (rozmównica). Przewodnik zainteresował się moją osobą, wyjaśniłem, że jestem Polakiem, powiedział parę słów po polsku. Zaczął się śmiać, gdy po polsku powiedziałem do niego Pan. Po objaśnieniach o obiekcie sakralnym, jedna z uczestniczek wycieczki przeczytała fragment ewangelii. Opodal mały sklepik otwarty w soboty do 13-tej, a niedzielę od 12-tej. Dalej trafiłem na samoobsługowy camping. Do przygotowanej koperty należało włożyć opłatę, wypełnić kartę meldunkową i wrzucić do skrzynki. Tuż przy brzegu jeziora pompa, w której woda ze smakiem żelaza. Nieco dalej rysunek olbrzymiego, drewnianego łosia, który pewnie niebawem będzie przydrożną atrakcją. Patrząc na lasy o miękkim, wilgotnym podłożu zdałem sobie sprawę, że i tu nie ma gdzie się rozłożyć na noc. Budynki minerały Prinsbacken. Mini skansen Ytterhogdal Pierwsza zimna noc, dokuczliwe meszki Skanderåsen droga 45, Rätan, Älvros – dystans – 106 km 5 VII niedziela mini skansen. Przed miejscowością Sveg wypatrzyłem na mapie niewielki skrót. Potrzebowałem nieco spokoju na niedzielną refleksję, na odpoczynek i śniadanie. Trafiłem na zaporę wodną, a przed wyjechaniem na „45” tor krosowy. Na „45” duży ruch, huśtawka wysokości. Komarów nie było, lecz na asfalcie rozjechane żmije. Zatrzymałem się w przydrożnym barze. Poprosiłem sprzedawcę o pieczątkę w książeczce „Wycieczek Kolarskich”. Nie mogłem się porozumieć, miał opory z przybiciem pieczątki, ostatecznie wbił zamazaną pieczątkę, a w miejscu gdzie wpisuje się trasę wpisał dane o swoim barze. Podarował mi: jabłko, butelkę wody mineralnej, placuszek posmarowany masłem i z plasterkiem sera żółtego. Źle się poczułem, nie byłem na coś takiego przygotowany. W pierwszym odruchu poczułem to jako upokorzenie. Lecz po przemyśleniu stwierdziłem: to przecież szwedzka gościnność. Wieczorem nie mogłem znaleźć miejsca na nocleg. Albo gęsty las, albo teren podmokły. W końcu znalazłem niewielką trawiastą zatoczkę drogi. Przy niej ślad ogniska, przy którym puszka po „Paprykarzu Szczecińskim” – nasi tu byli. Gdzieś o pierwszej w nocy poczułem na twarzy krople deszczu, więc trzeba rozłożyć namiotu. Wyskoczyłem ze śpiwora w slipkach i koszuli. Twarz miałem spryskaną aerozolem na komary, lecz nogi nie. Więc meszki przystąpiły do zmasowanego szturmu, były górą. Było to widoczne następnego dnia, moje nogi miały więcej czerwonego niż białego. Älvros droga 45 lecz przed Sveg skrót drogą gruntową do drogi „45” Noppikoski – dystans – 90 km 6 VII poniedziałek Noppikoski – rwąca rzeka, camping. Wstąpiłem do pustego baraku recepcji. Prawdopodobnie był to budynek recepcjo dla wędkarzy. Kvamberg osada maleńki cmentarz, przy nim mały drewniany budynek w którym narzędzia do pielęgnacji cmentarza i zbiornik na deszczówkę spływającą z dachu. Na drodze huśtawka wysokości. Ochłodziło się, w miejscowości Orsa w biuże turystycznym włączone ogrzewanie. Tu też skończyło się odludzie, zwiększony ruch samochodowy. Jacyś młodzi ludzie w samochodzie mieli duży ubaw z tego, że z lewego okna samochodu jeden wystawił goły tyłek. Potem ich samochód widziałem na równoległej drodze. Przestraszyłem się, bo co im znudzonym, może jeszcze przyjść do głowy. Dalej jakieś dzieciaki miały ubaw z rzucania kamyczkami do samochodów. Silniej nacisnąłem na pedały, by jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. Nappikoski droga 45 Orsa, Mora, droga 70, Rättvik – dystans – 85 km 7 VII wtorek mżawka lasy sosnowe z poszyciem Na parkingu zobaczyłem samochód dostawczy z polską rejestracją. Szarpnąłem klamką od ubikacji, z której usłyszałem ZAJĘTE odpowiedział: dobrze, że jestem Polakiem, bo rozumiem. Na campingu w Rättviku internet 20 kr/20 minut. Brak internetu w biurze turystycznym. W Leksand, sprzedawca truskawek prowadził rozmowę telefoniczną w języku polskim. Dowiedziałem się o kwocie wynagrodzenia młodych za pracę 500 :- on pracuje w Szwecji od 7 lat, praca przy truskawkach, później przy owocach Szwecji i w grudniu przy sprzedaży drzewek. Zaczęło padać. Zrobiły się dobre były warunki do jazdy i już się cieszyłem, że nabiję kilometrów, gdy nagle zaczęło coś ocierać koło. Zobaczyłem wybrzuszenie opony i jej rozerwanie z boku – opona firmy KENDA, zrobiłem na niej 1450 kilometrów. Zatrzymałem się akurat pod daszkiem przystanku autobusowego. Lekko mżyło i kierowca dziwił się, że nie wsiadam do autobusu. Bałem się jechać na takiej oponie, więc maksymalnie ją podkleiłem srebrną taśmą. Było już późno, a las dobry pod biwak. Na dodatek nie było komarów. Rättvik droga 70 Leksand, przed Borlänge – dystans – 85 km 8 VII środa prowadzenie roweru 8 km. W ICA MAX czynnym od 8 do 22, opony po 98 Kr Poprzedniego dnia przy naprawie opony zgubiłem nóż, a nowy to 98 Kr. Jednak gdy dokładniej przeszukałem sakwy, okazało się: nóż włożyłem do innej sakwy. Przed sklepem truskawki sprzedawała Polka. Powiedziałem jej o tym jak młodzi się nudzą i pokazują tyłek. Ona powiedziała jak z kolei widziała jak dziewczyny piętnastoletnie, na skraju drogi, na komendę podnosiły do góry koszulki. Ot takie bezstresowe wychowanie. Sklep rowerowy czynny od 10–18 kupiłem oponę Continental za 160 Kr. Sprzedawca przypomniał o kierunku obrotu koła, wskazując na fabryczną, wyciśniętą strzałkę na oponie. Ledwo skończyłem wymianę opony, gdy lunęło z ciemnej chmury. W Borlänge spędziłem nieco czasu: naprawa roweru, ulewa, potem jeszcze słabe opady. Ruszyłem – silny południowo wschodni wiatr, błądzenie obok autostrady przed Säter. Säter. W sklepie zrobiłem zakupy i znowu lunęło, oberwanie chmury. Woda płynęła sporą częścią ulicy. Na niebie było widać przesuwające się ołowiane chmury. Deszcz padał, jego intensywność czasami bardzo rosła Spędziłem parę godzin pod dachem, do godziny 21.30. Wolałem pewny dach pod sklepem, aniżeli niepewny namiot. Gdy przestało padać, udałem się na camping. Przez camping woda dosłownie się przelewała, parocentymetrowa warstwa, ale był zadaszony ganek, gdzie mogłem się schować wraz z rowerem. W recepcji nie było nikogo, lecz według kartki należało zadzwonić pod podany numer telefonu. Gdy przestało padać, odkryłem zadaszone pomieszczenie przy plaży. Tam się schowałem wraz z rowerem. O godzinie 00.30 pobudka, bo podjechał jakiś samochód, jakimś młodym zachciało się kąpieli w jeziorze. Borlänge droga 70 Säter – dystans – 42 km 9 VII czwartek ruszyłem o 4-tej, ale zaczynało coraz bardziej padać i wiać, znowu pod daszkiem, tym razem na przystanku autobusowym w Awesta Wiatr sprzyjający, ale 10 km przed Sale droga przygotowana pod autostradę, nie widziałem znaku zakazu wjazdu dla rowerów. 10 km osiatkowanej drogi. w Sale zmiana kierunku i jazda prosto pod silny wiatr z mżawką. Skręciłem w lichą drogę w kierunku zabudowań. Znalazłem jakieś miejsce na biwak: stolik, kosz na śmieci, miejsce na ognisko, coś w rodzaju szałasu do spania jakieś 4x4 m wysokości 1 m, drewniana podłoga 80 cm nad ziemią, w środku, w paczce suche drzewo, dach wysunięty w sam raz by rower nie mókł. Wystarczyła karimata i śpiwór. Dużo osób by się tam zmieściło, lecz trzeba by było w środku pozamiatać. Tam spędziłem wieczór, noc, a w południe nagle wyszło słońce i w drogę. Dobre wrażenie psuły butelki i puszki po piwie koło stolika, metr od kosza na śmieci. Säter droga 70, Hedemora, Avesta, Sala – dystans – 82 km 10 VII piątek – 34 km przed Uppsalą ścieżka rowerowa do Uppsali (oznaczenie na granatowym tle) złą drogą i po chwili ścieżka weszła na drogę 72, później lepsza, ścieżka rowerowa. Wiedziałem co mnie czeka następnego dnia więc usiłowałem nabić jak najwięcej kilometrów i na dodatek nie było gdzie się zatrzymać. Położyłem się do spania na jakimś ściernisku, w niewielkiej odległości od jeziora. W Lantbruks muzeum maszyn rolniczych. Sala droga 72 Heby, Uppsala – dystans – 80 km 11 VII sobota. Gdy się obudziłem, mój śpiwór był cały mokry. Najprawdopodobniej był duży opad rosy z pobliskiego jeziora. Jeszcze się okazało, że wystarczyło przejechać parę kilometrów, by być w znajomym, fajnym miejscu na nocleg, przed Märstą. Teraz usiłowałem zapamiętać trasę przejazdu do centrum Sztokholmu. Bardzo opornie mi to szło, bo dosłownie co skrzyżowanie zmieniały się numery dróg. Tyle, że łatwo było pytać o centrum. Jakaś para na rowerach właśnie podążała do centrum. Gdy facet zsiadł z roweru i miał zamiar wejść do kamienicy, poprosiłem by mi na mapie wskazał miejsce gdzie się znajdujemy. Dopiero gdy dojechałem do nabrzeża już łatwiej było się orientować w terenie i na mapie. Ze Sztokholmu wyprowadziła mnie ścieżka rowerowa o nazwie Nynäsleden. Była to jednak ścieżka dla niedzielnych rowerzystów. W jednym miejscu pięła się stromo pod górkę, że ledwie mogłem wypchać rower, a chwilę później okazało się, że można było ten odcinek ścieżki objechać prawie płaską drogą. Niespodziewanie zobaczyłem bunkier?!! Nieco dalej mknąłem ścieżką z górki, zakręt i bez ostrzeżenia metalowa bramka. Właściwie nie miałem czym hamować na krótkim odcinku. Niektóre bramki są na zawiasach i się otwierają, ta nie. To była moja druga bramka w Szwecji. W efekcie roztargana przednia sakwa. Zaraz za nią droga dla samochodów i nagle ścieżka dla rowerów się skończyła, a ja nie mogłem zlokalizować swego miejsca na mapie. Znowu kluczenie, krótki odcinek fajnej leśnej drogi, która jednak połączyła się z drogą główna, będącą w przebudowie. Przebudowują na autostradę. Mnie się udało przejechać, lecz za rok będzie to już niemożliwe. Dawałem z siebie wszystko, myśląc o odpoczynku na promie, a dochodziła siedemnasta, i rozczarowanie: nie ma promu. Jak się okazało: nie w każdy dzień prom pływa. Trzeba było wykorzystać dany czas i zwiedzić to niewielkie portowe miasto szukając miejsca na nocleg. Niezbyt dobre miejsce mi się trafiło, bo dzieliłem go z dużymi błękitnym ślimakami. W biurze turystycznym brak mapy ścieżek rowerowych pomiędzy Nynäshamn a Sztokholmem, brakło. Daleka Północ nie dawała mi spokoju. Postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się o pociągach do Kiruny. Byłem natrętny, pani zaczęła gdzieś dzwonić. Powiedziała, że nie ma osoby mówiącej po Polsku, ale w końcu podała mi słuchawkę telefoniczną. Usłyszałem zdrastwujtie. Rozmówczyni super mówiła po rosyjsku, mnie chwilę zeszło, nim przestawiłem się na język rosyjski. Spisane drogi do Sztokholmu to: droga 263? Później 268, w Rotebro 267 i 265. Uppsala droga 255, Märsta, Sztokholm, Nynäshamn – dystans – 127 km 12 VII niedziela Nynäshamn spacer 16 km. Rano widziałem ładną scenkę. Jakiś tatuś wybrał się na przejażdżkę wraz ze swym może pięcioletnim synkiem, poruszającym się na trzykołowym rowerku. Przejeżdżali skrzyżowanie po pasach, lecz synka za wysepką pociągała szeroka droga, więc wykręcił na środek skrzyżowania. Kierowca samochodu, który został zablokowany przed skrzyżowaniem – nawet nie zatrąbił i spokojnie czekał, aż tatuś usunie z drogi dziecię. Sporo było czasu do wypłynięcia, więc znudzenie ludzi oczekujących. Rozrywką były jakieś manewry załogi promu na szalupie ratunkowej po basenie portowym. Sporo atrakcji dostarczyli młodzi Ślązacy, którzy podróżowali czerwonym Żukiem. Żeby mógł się zmieścić na pokład samochodów osobowych musieli odkręcić koguty z dachu samochodu. Prom wypłynął z godzinnym opóźnieniem, lecz w Gdańsku był na 13-tą. Ogólny dystans w Szwecji 1830 km 13 VII poniedziałek godzina 7.00 radio szwedzkie i RMF, godzina 8.00 Radio Gdańsk, Radio Plus, Trójka 9.00 Radio Z Codziennie robiłem notatki, lecz po powrocie nie miałem czasu, by je dopasować do zrobionych zdjęć dwoma aparatami
Poleć znajomemu ten artykuł...
Komentarze użytkowników (2)
|
|
|