leer
Erfurt live Header1
Erfurt live Header8
Home arrow Wyprawy rowerzystów arrow Kraje sąsiadujące z Polską arrow Rowerem przez Niemcy do Czech
Erfurt live Header10 Erfurt live leer0

Rowerem przez Niemcy do Czech PDF Drukuj Email
Zmieniony ( 09.03.2010. )
 
Napisany przez Anna, z 22-02-2010 13:53
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Odsłony 1686    
Ulubione Brak

Rowerem przez Niemcy do Czech.


04 maja – 19 maja 2009r




Wreszcie wyruszamy na kolejną samodzielną wyprawę rowerową. Tym razem jest nas czworo: uczestniczka z ubiegłorocznej wyprawy do Tallina - Asia, jej mama Danka, mój mąż Zygmunt i ja. Termin wyjazdu i czas trwania wycieczki jest dostosowany do urlopu Asi, bo pozostali uczestnicy to stypendyści ZUS (czyt. emeryci) mający dużo wolnego czasu. Plan wyprawy to:przejechać rowerem ze Szczecina do Pragi i dalej przez Czeski Raj wrócić do kraju, oczywiście zwiedzając po drodze co będzie możliwe. Tym razem też mamy z sobą namioty na „wszelki wypadek”, ale generalnie zamierzamy korzystać z możliwie tanich ofert noclegowych znajdując je na bieżąco po drodze.




Dzień 1 Czaplinek- Szczecin- Piasek 77 km


Wcześnie, bo o 5:32 wsiadamy ze swoimi obładowanymi rowerami do pociągu. W Szczecinie jesteśmy już o 8:00. Jeszcze tylko długi spacer po peronach, by uniknąć noszenia rowerów po schodach i wreszcie ruszamy w trasę. Z trudem wydostajemy się z miasta udając się w kierunku Rosówka, gdzie przekraczamy granicę państwa. Niebo zachmurzone, ale nie pada. Dokucza nam dość silny wiatr. Niebawem docieramy do ścieżki rowerowej wzdłuż Odry „Oderradwage”. Ścieżka super – szeroka, o gładkiej asfaltowej nawierzchni. Do tego mało rowerzystów i piękne widoki na rzekę. Noclegu zamierzamy poszukać w Polsce, więc Odrę przekraczamy w Krajniku i dość dziurawą, ale prawie bez towarzystwa samochodów drogą udajemy się w kierunku Cedyni. Docieramy do miejscowości Piasek gdzie, w byłej strażnicy WOP znajdujemy nocleg. Jest świetnie, bo wygodnie, miło i tanio (30 zł od osoby) – polecam. Korzystając z kuchni przygotowujemy sobie obiadokolację. We wsi jest sklep spożywczy więc z aprowizacją nie ma kłopotu.

Na niemieckiej ścieżce

Dzień 2 Piasek – Górzyca 97 km

 

Wyjeżdżamy o 8:00. Zaczyna kropić deszcz. Po 12 km docieramy do Cedyni,gdzie szukamy stacji benzynowej, by „dobić” powietrza do kół. Po tym zabiegu jedzie się dużo lżej. Strome uliczki w Cedyni robią wrażenie jakby to było miasto położone w górach. Za miastem na wysokim wzniesieniu mijamy pomnik upamiętniający bitwę z czasu II wojny światowej. Docieramy do Siekierek, gdzie Zygmunt zwiedza Muzeum Wojska Polskiego przy Cmentarzu Wojennym.
W Gozdowicach zamierzamy ponownie przekroczyć granicę. Odrę pokonujemy na promie i po kilku minutach jesteśmy znowu na gładkiej niemieckiej ścieżce rowerowej poprowadzonej na wale przeciwpowodziowym. Wieje silny wiatr, oczywiście w twarz i zaczyna mocno padać. Z uwagi na trudne warunki pogodowe podejmujmy decyzję o powrocie na polską stronę już w Kostrzyniu, a nie jak pierwotnie planowaliśmy w Słubicach. W Kostrzyniu dopada nas ulewa. Chronimy się w restauracji. Posileni i ogrzani ruszamy bardzo ruchliwą trasą w kierunku Słubic. W Górzycy pytamy o noclegi. Miejscowi polecają pokoje gościnne przy Muzeum Łąki w Owczarach – niestety nie zastaliśmy tam nikogo z gospodarzy obiektu. Wracamy do Górzycy i w Ośrodku Sportowym wynajmujemy nocleg w dwu pokojach z łazienką po 50 zł. od osoby. Zmęczeni z przyjemnością zasypiamy w wygodnych łóżkach. Na licznikach prawie 100km, a do Słubic jeszcze 21 i ciągle pada deszcz – dobrze, że skorygowaliśmy plan jazdy.

Sztukowany most w dolinie Odry

Pod Cedynią

Dzień 3 Górzyca – Gubin 89 km



Rano, w deszczu, nieprawdopodobnie ruchliwą i wąską szosą udajemy się do Słubic. Towarzyszy nam silny wiatr wiejący ze wszystkich stron tylko nie w plecy. Wreszcie docieramy do Słubic. Zaopatrujemy się w żywność i przez most na Odrze wjeżdżamy do Frankfurtu. Deszcz nie ustaje. Staramy się jechać w pobliżu rzeki by wrócić na wcześniej wspomnianą niemiecką ścieżkę rowerową „Oderradwage”. Chwilę błądzimy po miejskich uliczkach niedaleko mostu, gdzie przekraczaliśmy granicę. Nagle w Asi rowerze „strzela” linka biegów. Po krótkich oględzinach Zygmunt podejmuje decyzję by wrócić na polską stronę do Słubic i poszukać stosownego warsztatu. Wracamy i bez trudu znajdujemy super wyposażony sklep rowerowy wraz z warsztatem. Fachowo, sprawnie i jedynie za 10 zł. naprawiono nam co trzeba. Przymusową przerwę w podróży wykorzystujemy na posiłek. Ponownie wracamy na trasę po niemieckiej stronie. W pełni doceniamy możliwość tak swobodnego przekraczania granic państwowych w obie strony – to jest to ! Z trudem znajdujemy interesującą nas ścieżkę i wreszcie wyjeżdżamy z miasta. Jakby tych wszystkich przeciwności losu było mało, to na około 5 km. przed Guben, gdzie planowaliśmy ponownie wrócić do Polski, zaliczamy kraksę. Otóż na przejeździe kolejowym, na śliskiej nawierzchni niegroźnie upada wraz z rowerem Asia, na nią najeżdża Danka i Zygmunt. Mieliśmy szczęście, że nie nadjechał w tym momencie żaden samochód. Okazało się, że uczestnicy kraksy nie mają połamanych kończyn ani innych poważnych obrażeń – uf! Jednak tylne koło roweru Danki przybrało kształt ósemki i nie chce się obracać. Zygmunt jakoś temu zaradził i powoli bardzo chwiejnie rower ruszył dalej. Po przejechaniu 8 km dotarliśmy do polskiego Gubina. Teraz tylko znaleźć nocleg i warsztat rowerowy. W Ośrodku PTTK niemiła obsługa i nie ma miejsc, a jest już późne popołudnie. Nocleg wreszcie znajdujemy w śmierdzącym tytoniem motelu, po 40 zł od osoby. Miejscowi wskazują też warsztat rowerowy i znowu za jedyne 10 zł Danki pojazd zostaje naprawiony i nadaje się do dalszej jazdy. Jeszcze robimy zakupy w TESCO i tak kończy się ten trudny dzień.

 

Po wywrotce na przejeździe kolejowym

 

Dzień 4 Gubin – Łęknica 80 km



Pogoda się zdecydowanie poprawiła i najważniejsze, że nie pada deszcz. Dzisiaj zamierzamy dojechać do Łęknicy. Zdecydowaliśmy się na jazdę po niemieckiej stronie. Dobrze wybraliśmy, bo jest tu świetna ścieżka rowerowa nad rzeką Nysą. Trochę pogubiliśmy się w Forst, ale życzliwi mieszkańcy, których pytamy o drogę podpowiadają jak jechać i dają nam plan miasta. Już na obrzeżach miasta Zygmunt łapie gumę. Zmiana dętki to nie problem i niebawem jedziemy dalej. W miejscowości Zelt /Siedlec przejeżdżamy przez Nysę do Polski i zaczynamy poszukiwania noclegu. Spotykamy wyłącznie agencje towarzyskie, a w motelu za jeden wspólny, ciemny, zadymiony pokój chcą po 50 zł. od osoby. Jedziemy dalej do samej Łęknicy. Tu też nie ma w czym wybierać. Jest hotel „Europa”...ale my wreszcie znajdujemy po 25 zł od osoby dwa pokoje
z łazienką – nie jest źle! Kwaterujemy się i już bez bagaży jedziemy do Parku Mużakowskiego wpisanego na listę zabytków UNESCO. Park przepiękny tak po polskiej jak i po niemieckiej stronie. W spacerowym tempie przemierzamy niezliczone parkowe alejki i podziwiamy pałac Püklera. Jeszcze załatwiamy żywnościowe zakupy i wracamy na kwaterę.

Plan Parku Mużakowskiego

Przed pałacem Puklera w Parku Mużakowskim




Dzień 5 Łęknica – Klettwitz 87 km



Wyruszamy już przed 8:00. Na bazarze nabywamy świeże szparagi jako upominek z Polski, bo dziś zamierzamy dojechać do Klettwitz, gdzie mieszka wraz ze swą rodziną nasza córka. Po pokonaniu mostu na Nysie już jesteśmy w Niemczech w pięknym Bad Muskau. Trochę ścieżką rowerową trochę szosą mkniemy w kierunku Sprembergu, dalej wokół kopalni odkrywkowej węgla brunatnego (niestety nie wiele widać) do Senftenberg. Od rana było ciepło i słonecznie. Po południu zrywa się silny wiatr i znowu pada deszcz. Ponownie zaczyna szwankować rower Asi – coś zgrzyta w supporcie. Świetnie oznakowaną ścieżką rowerową, przez Schipkau bezpiecznie docieramy do Kletwittz, gdzie wpadamy w objęcia rodziny. Domowy obiad to prawdziwy luksus na takiej wyprawie.



Dzień 6 i 7 Klettwitz



W pełni odpoczywamy na łonie rodziny. Asi rower oddany do naprawy ma być gotowy nazajutrz. Prognoza pogody na najbliższe dni zapowiada deszcz. Chcąc oszczędzić sobie kolejnego etapu pedałowania w deszczu postanawiamy do Drezna dojechać pociągiem. W związku
z powyższym udajemy się na najbliższą stację kolejową w Ruhland by nabyć na dzień następny stosowne bilety. Wcale to nie jest łatwe, bo na stacji nie ma obsługi w sensie pracowników kolei tylko automat biletowy. Nie bez trudu nabywamy wreszcie bilet dla tzw. małej grupy za 22,50 Є i za 9 Є na cztery rowery. Na taki bilet możemy podróżować pociągami podmiejskimi do godz 4 rano następnego dnia – bardzo dogodna opcja. No to bilety już mamy i czekamy teraz na Asi pojazd. Po południu majster oddaje nam nienaprawiony rower, bo się nie da i za 10 Є odstępuję swój, tyle, że bez kół. Zygmunt z dwu montuje jeden zdolny do dalszej jazdy. Takim sposobem możemy naszą podróż kontynuować. Jeszcze pożegnalna kolacja i jutro wyjeżdżamy.



Dzień 8 Klettwitz – Drezno – Miśnia – Drezno 24 km



Wstajemy już o 5:30, bo pociąg z Ruhland wyjeżdża o 7:59, a do stacji kolejowej mamy jeszcze 10 km. Wypoczęci, wyposażeni w żywność i dobre słowo żegnamy się z rodziną. Na stację kolejową docieramy na czas, odbijamy bilety w kasowniku na peronie i za chwilę jedziemy sobie wygodnie pociągiem. Po godzinie wysiadamy w Dreźnie. Zasięgamy informacji o której godzinie na nasze bilety możemy pojechać jeszcze dziś do Miśni i udajemy się na wcześniej zarezerwowany nocleg u sióstr zakonnych. Oczywiście leje deszcz. Niebawem jesteśmy na miejscu, gdzie wita nas miła siostra Agata. Kwatera bardzo wygodna i jak się później okazało za jedyne 5 Є od osoby. Zostawiamy bagaże, wracamy rowerami na dworzec kolejowy i już o 11:30 jedziemy pociągiem do Miśni. Po pół godzinie już jesteśmy w tym pięknym średniowiecznym miasteczku. Przestało padać, więc z przyjemnością podziwiamy urzekające widoki na starówkę i Łabę, wdrapujemy się na wzgórze z gotycką katedrą o trzech wieżach i zamkiem Albrechtsburg, podjeżdżamy pod muzeum porcelany. Jeszcze przez chwilę kręcimy się po starych brukowanych uliczkach i wracamy na dworzec skąd o 14:20 mamy pociąg do Drezna. Z dworca udajemy się w kierunku zabytkowego zespołu. Zwiedzamy Zwinger, katedrę, zamek, odbudowany kościół Frauenkirche, spacerujemy po bulwarze. Piękna, stara architektura robi wrażenie. W Dreźnie jestem kolejny raz i dobrze wiem, że to miasto warte jest zwiedzania przez wiele, wiele dni, ale tym razem nie mamy więcej czasu. Wieczorem, znowu w deszczu,wracamy na kwaterę.

Miśnia - w tle katedra z trzema wieżami

Drezno - Zwinger

Drezno - przed operą

 

Dzień 9 Drezno – Děčin 77 km



Poranek wita nas słońcem, aż trudno uwierzyć. W radosnym nastroju żegnamy się z siostrą Agatą i przejeżdżając przez piękny park (Große Garten) udajemy się nad Łabę. Bez problemu znajdujemy doskonale oznakowany rowerowy szlak „Elberadweg”. Jedziemy doliną Łaby podziwiając na jej drugim, wysokim brzegu przytulone do zbocza, często wśród winnic, piękne domy. Z daleka widać też pałac w Pilnitz - letnią rezydencję hrabiny Cosel. Mijamy miejscowość Pirna skąd zaczyna się przepiękna Szwajcaria Saksońska - kraina piaskowcowych skał i zamków po obu stronach Łaby. Od 1990r region ten ma status parku narodowego. Fantastycznie ukształtowane formy skalne tworzą baszty, wieżyczki, iglice i kopuły. Krajobraz jest iście bajkowy i przypomina nasze Góry Stołowe. Zatrzymujemy się w miejscowości Kurort Rathen. Przywiązujemy rowery wraz całym dobytkiem do jakiejś barierki i wyruszamy na krótką wycieczkę w góry na słynny Bastej 305 m npm. Wdrapujemy się na kolejne coraz wyżej położone punkty widokowe. Nagrodą za wysiłek są widoki zapierające dech w piersiach. Wymyślne formacje skalne, a w dole meandrująca rzeka – po prostu pięknie. Wracamy do swych pojazdów i za 0,50Є promem przeprawiamy się na drugi brzeg Łaby. Okazało się, że Danki zapięcie do roweru zostało przy barierce na miejscu postoju – nic to, mało istotna strata. Jedziemy do Kenigstain, ale twierdzę oglądamy jedynie z dołu – zabrakło entuzjazmu i chyba sił, by wdrapać się na wysoką górę.
W Hrensku, na granicy z Czechami wymieniamy walutę (50Є = 1140 CK). Jedziemy dalej, do Děčina, gdzie planujemy znaleźć nocleg. Jest to ponad 50 tysięczne miasto. W hotelu na przedmieściu nocleg w czteroosobowym pokoju kosztuje 1550 CK od osoby. Postanawiamy poszukać coś tańszego. Pytamy w biurze turystycznym i w informacji turystycznej, wreszcie sami po drodze znajdujemy hostel, gdzie za bardzo przyzwoity nocleg chcą po 314CK od osoby. Świetnie - mamy do dyspozycji nie tylko pokój, ale dwie łazienki i kuchnię. W kuchni przy obiadokolacji rozmawiamy z młodym Czechem, który korzysta tu z noclegu będąc w delegacji służbowej. Na dobranoc degustujemy czeskie piwo.

Szwajcaria Saksońska - skałki w Kurort Rathen

                                           Na promie w Rathen

Wjeżdżamy do Czech


Dzień 10 Děčin - Citov 90 km



Rano, zgodnie z ustaleniami klucze zostawiamy w sklepie na dole i wyruszamy szukać ścieżki rowerowej do Uście nad Łabą, miasta odległego o 25 km. Podziwiamy jeszcze okazały barokowy zamek na wysokiej skale, w którym to w 1835r gościł Chopin. Tuż przy wjeździe do Uścia wita nas ciekawy architektonicznie Most Mariański, który w 2001r. został uznany za jedną
z 10 najpiękniejszych na świecie budowli ostatniego 20-lecia. W banku wymieniamy kolejną porcję waluty (200PLN + 150Є = 5000CK). Jedziemy dalej, nasza międzynarodowa droga rowerowa kluczy, robi się polna i bardzo wyboista. Nasze bagaże niebezpiecznie podskakują. Kolejnym utrudnieniem okazała się przeprawa po schodach w górę i dół na tamie rzecznej. Chyba ktoś nie pomyślał, że na rowerze można wieźć spory i ciężki bagaż Już po przeprawie schodowej zorientowaliśmy się, że spokojnie można było ten odcinek pokonać jadąc biegnącą w pobliżu szosą. No ale... Dojeżdżamy do urokliwych Litoměřic (Litomierzyc).W cieniu odpoczywamy na przepięknym rynku otoczonym barokowymi kamienicami. Jest upalnie. Coraz trudniej jechać wyboistą ścieżką, więc niestety wjeżdżamy na szosę i mkniemy do Roudnic, gdzie zaczynamy pytać o bazę noclegową. W informacji turystycznej właściwie mają wiedzę tylko o hotelach, które nas mało interesują. Pod górę kontynuujemy jazdę w kierunku Melnika – może po drodze gdzieś się zakwaterujemy zwłaszcza, że do stolicy kraju już nie jest daleko. Przy szosie w miejscowości Citov znajdujemy nocleg w motelu po 530CK od osoby w pokojach dwuosobowych z łazienką.

Przeprawa przez tamę na Łabie



Dzień 11 Citov – Praga 63 km



Zygmunt zaczyna dzień od przykręcania naszych nieco zdezelowanych bagażników. Wyruszamy już o 8:00. Obsługi motelu jeszcze nie ma w pracy. Pogoda znowu kiepska, bo zrobiło się pochmurno i wietrznie. Po drodze, na stacji benzynowej posilamy się i popijamy gorącą herbatę. Minęliśmy Melnik i niebawem pojawiła się tablica z napisem „Hlavnǐ Město Praha”. Bardzo
z siebie dumni, na jej tle robimy sobie pamiątkowe zdjęcia. To dopiero dalekie przedmieścia stolicy więc brniemy dalej. Jest dopiero koło południa, ale my chcemy możliwie szybko znaleźć miejsce na nocleg, by zostawić bagaże i udać się na zwiedzanie. Pierwsze zapytanie o kwaterę w niewielkim hoteliku - owszem są miejsca po 1200KC od osoby. Nie mamy nic do stracenia - jedziemy dalej, przecież w stolicy musi być wiele tego rodzaju ofert i nie koniecznie tak drogich. Rzeczywiście po chwili znajdujemy pensjonat z miłą obsługą, gdzie za 4-ro osobowy pokój płacimy po 250KC od osoby plus 100KC za garaż na rowery. Jest czysto, przyzwoita łazienka i możliwość zagotowania wody na herbatę. Szybko się rozpakowujemy i na rowerach, zaopatrzeni w wypożyczony plan miasta jedziemy na podbój Pragi. W mieście kiepsko ze ścieżkami rowerowymi, ale szczęśliwie docieramy na stare miasto, do ratusza i Mostu Karola. Przeciskamy się w tłumie wąskimi uliczkami. Z trudem, ale skutecznie szukamy dworca kolejowego gdyż rozważamy przejazd pociągiem do Jičina. Na dworcu po prostu koszmarnie brudno, tłocznoi trudno o informację, ale jakoś sobie poradziliśmy. W drodze powrotnej do pensjonatu, w chińskiej restauracji jemy obiad
i mozolnie wjeżdżamy na jedno ze wzniesień okalających miasto gdzie mamy locum. Na jutro planujemy dzień bez rowerów.

Dojechaliśmy do Pragi


Dzień 12 Praga



Dziś śpimy dłużej i dopiero o 9:00 wyruszamy pieszo na pobliską stację metra. Bilety po 18KC nabywamy w automacie i po 10 minutach jesteśmy w centrum pięknej Pragi. Spacerkiem przez Vaclavskie Nemesti idziemy do Mostu Karola, wspinamy się na Hradczany. Za 250KC od osoby kupujemy bilety upoważniające do wstępu na Złotą Uliczkę, do katedry św. Wita, bazyliki św. Jury i starego zamku. Mnóstwo ludzi i bardzo dużo Polaków. Jesteśmy pod wrażeniem zabytków i urody tego miasta. Szkoda, że znowu nie dopisała nam pogoda i nie był to słoneczny dzień w „Złotej Pradze”. Jeszcze spacer po dzielnicy Josefov i wracamy do stacji metra, skąd jedziemy na przystanek „Kobylisy”, gdzie mieszkamy. Zmęczyło nas nieco zwiedzanie na „pieszo”, ale warto było.

W Pradze

 Wyjeżdżamy z Pragi pociągiem


Dzień 13 Praga – Nymburg - Jičin – Prachov 20 km


Od rana leje deszcz, więc pomysł pokonania pociągiem kolejnego etapu podróży ma sens. Jedziemy 7 km na dworzec główny. Kupujemy bilety na przejazd osób, bo te na rowery mamy nabyć u konduktora. Za cztery osoby płacę 310KC. Pociąg odjeżdża o 11:11do Nymburku, tam przesiadka i za pół godziny mamy następny, już do Jičina. W pociągu jak zwykle mało miejsca na rowery i pani konduktor niezbyt miła. Skasowała od nas po 50CK za rower. Wysiadamy w Nymburku, gdzie pociąg do Jičina już stoi. Zdumienie nasze jest ogromne, bo to właściwie nie pociąg, a jeden wagonik podobny do tramwaju i pełen ludzi. Konduktor patrzy na nas ironicznie, wzrusza ramionami i mówi, że „kolo”(czyt. rower) nie ma gdzie My usiłujemy go przekonać, że jak już tam w środku jest jeden rower to nasze też upchniemy. Bardzo niechętnie pozwala nam wreszcie wsiąść. Zygmunt ma spore doświadczenie i umiejętności w załadunku naszych rumaków w różne ciasne pomieszczenia, więc i tym razem się udało – uf ! Wreszcie jesteśmy w uroczym miasteczku Rumcajsa. Jest sobotnie popołudnie, na ulicach pustki, na ładnym rynku informacja turystyczna zamknięta. Nie mamy dokładnej mapy tych okolic i nie ma jej gdzie kupić. Chwilę kręcimy się po zabytkowym rynku i znajdujemy w byłym zamku muzeum, gdzie udało się nabyć stosowną mapę „Český Ráj”. Musimy jeszcze uzupełnić zapasy żywności i możemy jechać dalej. Asia dostrzega po drodze reklamę „Kauflandu”, więc nie będziemy głodni. Kupujemy co trzeba i wybieramy trasę w kierunku Holina. Zza chmur wyszło słońce i zrobiło się bardzo ciepło. Droga szybko zaczyna piąć się w górę. Jedziemy coraz wolniej. Ja już pcham, oni jeszcze jadą... Słońce praży. Oj nie łatwo dostać się „Raju”... Widoki na okolicę coraz piękniejsze i chętnie przystajemy by je podziwiać. Dobrnęliśmy do Prachova i postanowiliśmy poszukać noclegu. Jest sporo ofert, ale nie wszędzie są miejsca. Znajdujemy kwaterę w pięknym prywatnym domu za 300KC od osoby. Posilamy się
i idziemy na długi spacer do Skalnego Miasta (wstęp z rowerami wzbroniony !). Podziwiamy skały o fantastycznych kształtach tworzące wysmukłe wieże i kolumny, między którymi są wysokie
i wąskie wąwozy. Zachodzące słońce dodaje szczególnego kolorytu tym dziwom natury.

W Jicinie

W Czeskim Raju                                                              Skalne miasto

Hruba Skala                                                                                                 W Czeskim Raju

 


Dzień 14 Prachov – Liberec 70 km


W dalszą drogę wyruszamy po 8:00. Jest słonecznie i wręcz upalnie. Jedziemy przez Mladějov, mamy często pod górę, a z daleka świetnie widać ruiny zamku Trosky. My chcemy wejść na zamek Hrubà Skàla. Podjeżdżamy na parking, ale okazało się, że z rowerami można podejść pod zamek. Szczególnie piękną panoramę okolicy podziwiamy z wieży zamkowej, gdyż jego zwiedzanie ogranicza się do dziedzińca i owej wieży. W południe jesteśmy już w Turnov. Trochę czasu zabiera nam szukanie lokalu, gdzie można zjeść dania czeskie. Wreszcie się udało,
a bramborowe knedliki bardzo nam smakowały. W dalszą drogę obieramy kierunek Liberec. Uzupełniamy zapasy wody, której przy tej pogodzie i pagórkowatej trasie zużywamy ogromne ilości. Trochę szosą, trochę szlakiem rowerowym nr 14, który szybko przekształca się w polną ścieżkę docieramy do Hodkovic. Dalej chyba ze trzy kilometry pcham rower pod górę. Najlepiej radzi sobie Asia i czeka na nas na szczycie. Za to zjazd do Liberca wymaga częstego użycia hamulców. Już na przedmieściach zaczynamy rozglądać się za „ubytowaniem” (czyt. zakwaterowaniem).Pierwsze trzy próby są nie udane, bo albo nieczynne, albo brak miejsc. Spontanicznie pomaga nam w poszukiwaniach młody miejscowy cyklista. Wynajmujemy w hotelu 4-osobowy pokój z łazienką i kuchnią za 400KC od osoby. Drogo, ale nie mamy sił ani ochoty szukać czegoś w bardziej przystępnej cenie. Po dzisiejszym etapie już wiem, że moje marzenia
o wyprawie rowerowej do górzystej Rumunii mogę zaszeregować jako nierealne. Niestety, jazda po górach to nie na takim rowerze, z takim bagażem, a przede wszystkim nie na moje siły.

Przed ratuszem w Libercu                                                     Jazda na skróty

Zittau - u zbiegu trzech granic

  Zittau - u zbiegu trzech państwowych granic

 



Dzień 15 Liberec – Zgorzelec – Wrocław 86 km



To już przedostatni dzień wyprawy. Wyruszamy do centrum Liberca żeby zobaczyć słynny, piękny, z wysoką wieżą ratusz. Później znakowanym szlakiem po niezłych górkach docieramy do Chrastavy, gdzie Zygmunt kupuje nowe klocki hamulcowe i sprawnie montuje je w swoim rowerze. W Hradku nad Nysou zjadamy polevkę z knedlikami i oddajemy w kantorze resztę koron (1742CK = 280PLN). Zmierzamy do Zittau na zbieg trzech granic – właściwie gdzie te granice? Jest skwer z obeliskiem i stosowną tablicą i nad rzeką maszty z flagami trzech państw. Dalej, już niemiecką ścieżką rowerową Odra – Nysa tuż nad brzegiem cicho szumiącej rzeki, wśród zieleni
i bez podjazdów szybko zbliżamy się do Zgorzelca. Przejeżdżamy przez most na Nysie i jesteśmy w kraju ! Znajdujemy dworzec kolejowy i okazuje się, że za 1,5 godziny mamy pociąg, którym na 21:02 docieramy do Wrocławia. Najdogodniejsze połączenie do Czaplinka mamy jutro rano, więc kupujemy bilety i wybieramy się na poszukiwanie noclegu. Przy samym dworcu są dwa hostele. W jednym brak miejsc, w drugim, ogólnie obskurnie, z łazienką na korytarzu, wrzątkiem na herbatęw recepcji i drogo, bo po 60PLN od osoby, ale jest już noc i  nie mamy ochoty na dalsze poszukiwania.





Dzień 16 Wrocław – Czaplinek


Dzisiaj to już tylko całodzienna jazda pociągiem do domu. Wracamy zadowoleni, zdrowi i w dobrych nastrojach.



Podsumowanie

Ponad dwutygodniowa wyprawa dobiegła końca. Jesteśmy dumni z siebie, że udało się nam mimo deszczu, wiatru i awarii technicznych zrealizować w całości jej plan. Na rowerach przejechaliśmy prawie 900 km i niewiele mniej pociągami. Sporo zwiedziliśmy, mamy rozeznanie jak wyglądają ścieżki rowerowe u naszych zachodnich i południowych sąsiadów. Już wiemy, że
o wiele łatwiej jechałoby się nam dolinami rzek w odwrotnym kierunku - to jest od źródła, a nie pod prąd jak to my zrobiliśmy. Ogólny koszt na dwie osoby wyniósł 330Є i około 800PLN. Oczywiście, że gro wydatków to koszt noclegów, ale w naszym wieku trudno zrezygnować z tego luksusu zwłaszcza w deszczowe dni. Po raz kolejny udowadniamy, że uczestnikami wielodniowych rowerowych eskapad mogą być nie tylko ludzie młodzi. Planów na kolejne wyprawy mamy mnóstwo oby tylko zdrowie dopisało.










Poleć znajomemu ten artykuł...


Opublikowane w : Wyprawy, wycieczki, Kraje sąsiadujące z Polską
Cytuj ten artykuł na swojej stronie Ulubione Drukuj Podobne artykuły

Komentarze użytkowników (6) RSS feed komentarz
Wystawiony przez Maciej, z 13-03-2010 10:32, , Zarejestrowany
1. Szlak odrzański
Witam, 
 
szkoda, że te zdjęcia takie małe. 
Jestem ze Szczecina i jadąc przez Niemcy także pokonałem część trasy niemiecką odrzańską ścieżką rowerową (na wysokości Cedynii oraz wyżej w pobliżu Schwedt). Rzeczywiście świetne połączenie.
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Bogusław, z 13-03-2010 11:46, , Zarejestrowany
2. Bad Muskau
Gratuluję , piękna trasa. Mieszkam w pobliżu Łęknicy i często jeżdżę po stronie niemieckiej ponieważ tam można normalnie rekreacyjnie popedałować!
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Krzysztof, z 15-03-2010 23:34, , Zarejestrowany
3. Wyprawa do Pragi
Słowa uznania za pokonanie takiej trasy, trudnej i ciekawej. Ja wraz z koleżanką w czerwcu 2009 pokonałem prawie tą samą trasę. Po I Zlocie w Łagowie pojechaliśmy do Pragi szlakiem Odra-Nysa od Łęknicy, do Czech wjechaliśmy w pobliżu Krasna Lipa i potem prosto do Pragi. Mamy chyba nawet zrobione zdjęcie w tym samym miejscu, przy wjeździe do Pragi, tu można zobaczyć zdjęcia wyprawa do Pragi
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Dominika, z 23-03-2010 17:04, , Zarejestrowany
4. ciekawe
Część trasy znam,choć w inny sposób zapewne, część nie, fajnie się na to spogląda. 
Duży plus za informacje praktyczne typu cena noclegu przydatne dla osób które w tego typu wycieczkach gustują.
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Eryk, z 01-04-2010 14:23, , Zarejestrowany
5. Nawiązując do komentarza rowerem przez N
czerwiec-2009r.pokonałem Trasę: 
Saksonię Szwajcarską Czech i Niemiec 
w I. Etapie natomiast w II.Etapie prowa- 
dziła Trasą wzdłuż Nysy łużyckiej i  
Odry do Świnoujścia.Wspaniale popro- 
wadzona Trasa, noclegi w przystępnej 
cenie. 8)
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Wystawiony przez Jacek, z 08-04-2010 16:40, , Zarejestrowany
6. Cześć
Poznaję  
z drugiej strony  
super 
pozdrawiam
 
» Poinformuj administratora o tym komentarzu
» Odpowiedz na komentarz...

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Sonda
W jakim jesteś wieku?
 
Erfurt live leer
Erfurt live leer
Erfurt live unten Erfurt live leer Erfurt live unten
Narowerze.Info 2006-2007. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt Media o Nas Linki Najlepsze strony w Internecie

Design by: Webdesign Erfurt